1. Home
  2. Blog
  3. Noworoczne postanowienia - ciąg dalszy. Czyli jak to wyszło w praktyce.
20240319-131221-1

Noworoczne postanowienia - ciąg dalszy. Czyli jak to wyszło w praktyce.

Blog by Łukasz

 

Jeśli czytaliście mój poprzedni wpis o noworocznych postanowieniach, to wiecie już, że w tym roku postanowiłem naprawdę zadbać o zdrowie. Dziś ciąg dalszy – już po badaniach. Bez lukru. Bez heroizmu. Za to z kilkoma refleksjami, którymi chcę się z Wami podzielić.

Myślę, że największym wyzwaniem… nie były same badania. Najtrudniejsze okazało się pójście na badania do swoich kolegów z pracy.

Wiecie, jak to wygląda. Krótkie: „cześć”, „co u Ciebie?”, „jak żona?”, „dzieci zdrowe?”. A pięć minut później: „Dobra, zdejmuj majtki, sprawdzimy prostatę”.

 

Nie ma co udawać – jest to pewien dyskomfort. Taki ludzki. Z drugiej strony pomyślałem sobie: skoro pracuję z najlepszymi, to czemu mam iść gdzie indziej? Przecież Was też krępuje pokazanie intymnych okolic obcemu facetowi albo wypięcie się przed jakimśfacetem. Tu różnicy nie ma żadnej.

 

Ku mojemu zaskoczeniu – ze wszystkich badań najtrudniejsza okazała się… dermoskopia. Zmian na skórze mam naprawdę sporo, więc badanie trwało dość długo. A że było to ostatnie badanie z całego pakietu, to „wyskakiwanie z ubrań” przed kolejnym znajomym lekarzem… chyba weszło mi już w nawyk 😄 Po czasie zrobiło mi się po prostu zimno.

Na szczęście – najważniejsze – udało się wykluczyć te najgorsze scenariusze.

 

Podczas badania prostaty usłyszałem: „masz torbiel na prostacie”. Nie będę ściemniał – to było bardzo długie 10 sekund w mojej głowie. Różne myśli, różne wizje… Ci, którzy mają w sobie coś z hipochondryka, doskonale wiedzą, jak to działa.

Po chwili padło: „Przykro mi – jesteś absolutnie zdrowy. Nie ma się do czego przyczepić”. Ciśnienie opadło. Serio 😄

Z badaniem proktologicznym było… ciekawiej. Dzień wcześniej wyskoczyłem z Kamilem na piwo (sorry, Panie Doktorze Kamilu Smok 🙃). No i tak oto moje postanowienie „nie pić alkoholu przez kolejny rok” legło w gruzach szybciej, niż się spodziewałem.

Chociaż – uczciwie – znajomy nefrolog uspokajał mnie, że piwo od czasu do czasu zmniejsza ryzyko kamieni nerkowych. Każdy wybiera takie argumenty, jakie mu pasują 😉

Nie będę ukrywał – „rozluźnienie się” do badania proktologicznego przez kumplem nie jest łatwe. Ale daliśmy radę. I wtedy dotarło do mnie coś ważnego: krępacja w takich sytuacjach działa w obie strony.

Kolejny sukces – znowu nie ma się do czego przyczepić.

 

W dermoskopii znaleźliśmy 3 zmiany wymagające wycięcia i badania histopatologicznego. Dwie okazały się absolutnie czyste. W trzeciej patomorfolog zdecydował się na wykonanie immunohistochemii.

Dla niewtajemniczonych: immunohistochemia to specjalistyczna metoda badania tkanek, która pozwala bardzo precyzyjnie określić charakter komórek – m.in. wykluczyć zmiany nowotworowe na poziomie molekularnym. Na szczęście – również tutaj wszystko było w porządku.

Przy okazji poprosiłem dr. Piotra Raka o „bzyknięcie” laserem dwóch zmian, które nie budziły żadnych wątpliwości dermatologicznych, ale po prostu od lat doprowadzały mnie do szału – zawsze zahaczałem o nie przy goleniu albo podczas treningu.

Na koniec – andrologia. Tu byłem najbardziej pewny siebie. „Przecież tam na dole wszystko śmiga, to na pewno hormony wyjdą dobrze ”.

No właśnie… tylko mi się tak wydawało. Stres, zła dieta, tempo życia – wszystko to uderzyło w moją męską męskość, czyli testosteron.

Odebrałem wyniki, patrzę i mówię: „jest git, przecież teść jest w normie”. Dopiero doktor Kuba uświadomił mi, że normy laboratoryjne są dla mężczyzn w każdym wieku. Czyli mój ojciec albo dziadek mieliby dokładnie takie same widełki.

Okazało się, że warto rozważyć hormonalną terapię zastępczą. Wiem – dla wielu z Was brzmi to jak doping albo „koksowanie na siłowni”. A prawda jest zupełnie inna.

Celem tej terapii jest podniesienie poziomu testosteronu ze średniego do wyższego, ale nadal fizjologicznego i naturalnego, żeby poprawić komfort życia. I muszę przyznać – po 4 tygodniach różnica jest naprawdę odczuwalna.

Moje postanowienie – spełnione.

A jak tam u Was?

Pozdrawiam,
Łukasz